Darmowy audyt SEO – przykład (w 10 minut)

Audyt SEO to pierwszy krok do tego, aby zwiększyć widoczność strony w wyszukiwarce Google. Oczywiście, sam w sobie witryny nie wypozycjonuje, ale dobrze przeprowadzony powinien wskazać jej podstawowe problemy i nakreślić kierunek przyszłych działań. Dziś zaprezentuję przykład, w jaki sposób można zrobić prosty i szybki audyt. W 10 minut i do tego za darmo 🙂

Zanim przejdziemy do rzeczy, powiem tylko, że każdy ma jakieś wady. Ja na przykład mam taką, że czasem przeglądam ogłoszenia o pracę. Sam nie wiem po co, bo nawet nie szukam roboty – no ale przeglądam. I tak, jakiś czas temu zainteresowała mnie oferta jednej z agencji, która zażyczyła sobie, aby każdy aplikujący, przesłał własnoręcznie wykonany audyt dowolnej strony internetowej.

Ha! Wchodzę w to – postanowiłem.

Wybór przedmiotu do audytu był oczywisty. Jak każdy zdrowy na umyśle pozycjoner, który nie szuka roboty, postanowiłem prześwietlić witrynę samej agencji. Co z tego wynikło (i dlaczego nic dobrego), dowiecie się z poniższego tekstu. Zapraszam!

Szybki audyt to za mało? Sprawdź: jak szybko wypozycjonować swoją stronę w wyszukiwarce!

Nie będę podawał nazwy domeny audytowanej agencji. Z jednej strony nie chcę im robić czarnego PR (wiem, że często szewc bez butów chodzi, czego dowodem może być choćby niniejszy blogasek), a z drugiej… no cóż, nie będę im przecież wskazywał błędów za darmo 🙂

Profesjonalny audyt SEO

Teoretycznie audyt strony pod kątem SEO można wykonać przy pomocy automatycznych testerów online. Problem polega na tym, że tego typu audyty będą… No cóż, nie powiedzą nam zbyt wiele. Oczywiście da się w ten sposób wyłapać kilka podstawowych problemów, jakie stoją na drodze do zbudowania widoczności w Google. Będzie to jednak lista dalece niekompletna, a także mogąca wprowadzić w błąd początkującego adepta pozycjonowania.

Darmowy Audyt SEO
Przykład audytu SEO

Wychodzę z założenia, że aby przeprowadzić w miarę wiarygodny audyt SEO, należy mieć dostęp do statystyk strony i panelu Google Search Console. Ja, z przyczyn oczywistych, dostępu do takich danych nie posiadałem. Poniższe case study proszę więc traktować w charakterze niezobowiązującej zabawy.

Oprócz tego: ponieważ chciałem przeprowadzić wszystko z perspektywy osoby szukającej pracy jako specjalista SEO, postanowiłem nie korzystać z żadnych płatnych narzędzi. Bazowałem jedynie na szczątkowych informacjach oferowanych przez darmowe wersje aplikacji oraz – last but not least – samego Google.

I jeszcze: czas audytu ograniczyłem do 10 minut, z góry godząc się z tym, że wiele rzeczy mi umknie. Wprowadzone ograniczenie było jednak absolutnie niezbędne, gdyż właśnie zbliżała się pora obiadu 😉

Ale do rzeczy…

Podstawowe informacje o domenie

Audytując dowolną stronę pod kątem SEO, w pierwszej kolejności rzucam na nią okiem. Jakkolwiek obrzydliwie by to nie brzmiało, taki rzut okiem ma wiele zalet, o których za chwilę mam nadzieję wszystkich przekonać.

A więc, w pierwszej kolejności sprawdziłem szacowaną widoczność audytowanej strony w SEMStorm:

Analiza widoczności – estymacja ruchu organicznego

Jak widać, estymowany ruch to około 370 UU (unikalnych użytkowników) w miesiącu, więc szału raczej nie ma. 15 fraz w TOP3 i 46 w TOP10… Dobrze to czy źle? Ciężko ocenić, szczególnie że na podstawie mocno okrojonych danych z darmowej wersji SEMStorm, nie wiem jakie to dokładnie frazy.

Oprócz tego, widać że domena ma około 5 lat. Z grubsza zgadza się to z danymi Whois oraz WebArchive, co pozwala mi sądzić, że agencja jest prawdopodobnie pierwszym właścicielem tego adresu.

Pięć lat to już całkiem solidny wiek, ale nie wyciągajmy daleko idących wniosków. Czas bowiem sprawdzić, jak się witryna prezentuje w Google. W tym celu wykorzystujemy, prawdopodobnie najpopularniejszy wśród seowców tego świata, operator site:

Operator „site:nazwadomeny.com”

Po wpisaniu w okno wyszukiwania site:sprawdzanadomena.pl, Google zwraca 226 wyników, czyli możemy uznać, że mniej więcej tyle podstron jest zaindeksowych w rzeczonej wyszukiwarce. A więc, mówiąc trochę z przymrużeniem oka, każda podstrona przyczynia się do zdobycia 1 i pół unikalnego użytkownika z Google w miesiącu.

Jeżeli wcześniej wspominałem, że szału nie ma, to w tym momencie pozwolę sobie dodać: rzeczywiście nie ma.

Oczywiście należy wziąć poprawkę na to, że parametr site: pokazuje liczbę podstron jedynie w przybliżeniu. Podobnie, a nawet bardziej, jest w przypadku estymacji ruchu organicznego SEMStorm. 370 unikalnych użytkowników, jakich pokazuje narzędzie, może równie dobrze oznaczać, że jest ich 20 w miesiącu. Albo 5 tysięcy. Dlatego ważne jest, aby w audycie mieć dostęp do wewnętrznych statystyk i bazować na rzeczywistych danych pochodzących np. z Google Analytics.

Audyt techniczny SEO

Techniczny audyt SEO to skomplikowany proces, który wymaga długiej analizy, namysłu oraz otwartości umysłu. Sprawdźmy, co da się znaleźć, ograniczając go do 5 minut.

Tagi title

Skoro już jesteśmy w Google, to rzućmy drugim okiem na to, jak prezentują się wyniki naszej strony. Rzucamy, rzucamy… I jest! Od razu trafiamy na konkretny babol, mianowicie niezoptymalizowane tagi title:

Tag title to ważny czynnik rankingowy

Title jest jednym z kluczowych czynników rankingowych, dlatego warto o niego zadbać. Niestety, w przypadku audytowanej strony nikt się nad tytułami nie pochylił. Być może to jest powód, dla którego poszukują oni specjalisty SEO? 😉

Tak czy inaczej, minęły niecałe trzy minuty, a ja już mam pierwszą konkretną rekomendację, jaką mógłbym wpisać do raportu. Brzmiałaby ona: dopracować tagi title!

Więcej o najważniejszych czynnikach rankingowych dowiesz się z mojego artykułu: samodzielne pozycjonowanie stron.

Thin content

Czas nas goni, więc nie będziemy się za mocno zagłębiać w temat. Spójrzmy tylko kontrolnie, jak prezentuje się druga strona wyników. Czy nie ma tu jeszcze czegoś dziwnego… Ależ oczywiście, że jest tu coś dziwnego!

Otóż w Google są zaindeksowane podstrony z nazwiskami pracowników agencji. Ponieważ nie chcę zdradzać nazwy domeny, to pozwólcie, że nie będę publikował zrzutu ekranu. Wygląda to jednak w ten sposób:

  • https://agencja.pl/jasiek-kowalski
  • https://agencja.pl/marysia-nowak
  • https://agencja.pl/zenon-biebrzycki

Samo w sobie nie jest to złe, problem polega na tym, że cała treść podstrony agencja.pl/jasiek-kowalski sprowadza się do zdania: „Jaś Kowalski – programista”. I tyle.

Oczywiście nad tym jest nagłówek, a pod tym stopka, ale sama treść podstrony to dokładnie „Jaś Kowalski – programista”. Jest to podręcznikowy przykład tzw. thin-content, który marnotrawi niepotrzebnie crawl budget i powinien być wyłączony z indeksacji w wyszukiwarce Google.

Właściwie, to w ogóle takich podstron być nie powinno. Bo czemu niby mają służyć?

Kolejna rekomendacja: usunąć albo przynajmniej wyłączyć z indeksowania strony bez treści.

Prędkość wczytywania witryny

Ponieważ aspekty techniczne mogłyby zająć jeszcze sporo czasu, więc na razie na tym poprzestańmy. No, może jeszcze tylko sprawdzimy prędkość wczytywania strony w Page Speed Insights:

Google PageSpeed Insights – jak jest na czerwono, to wiedz, że coś się dzieje

PageSpeed ma oczywiście swoje wady i można się spierać, na ile to narzędzie dobrze oddaje rzeczywistość, ale… Jak jest grubo na czerwono, to wiadomo, że coś się dzieje. Tu natomiast jest na czerwono tak bardzo, że aż parzy.

Dla pewności jeszcze dane:

Rekomendacja: przyspieszyć działanie strony i zadbać o Core Web Vitals.

Przekierowania

Mieliśmy już kończyć, ale PageSpeed przy okazji pokazał przekierowanie na wersję anglojęzyczną, więc może jeszcze na szybko sprawdźmy jak wyglądają przekierowania. W tym celu można skorzystać z darmowego narzędzia Redirect Checker:

(miejsce na zaginiony screenshot)

I tu znów znajdujemy kolejne klopsy. Otóż: wersja językowa błędnie przekierowywana jest przy pomocy tymczasowego 302, a do tego tworzą nam się łańcuchy przekierowań.

Rekomendacja: zmienić przekierowanie na 301 i zlikwidować łańcuchy przekierowań.

Audyt treści pod kątem SEO

Nieco błędów już nam się zebrało, ale zawsze warto jeszcze sprawdzić, co tam piszczy w contencie. Bo witryna ma śladowy ruch, a podstron trochę jest i trudno, żeby wszystkie były bez treści.

Zaglądam więc na audytowaną stronę i oczywiście widzę, że ma podpiętego bloga. To dobrze. Google lubi blogi, więc warto mieć takiego na swojej stronie firmowej. Ten zawiera 41 wpisów, więc nawet nie najgorzej. Niestety, choć blog prowadzony jest od kilku lat, to robiono go trochę ot tak, sobie a muzom, bo nie zgarniał praktycznie żadnego ruchu organicznego z Google.

Oczywiście to nie musi być zarzut.

Cele prowadzenia bloga mogą być przeróżne i nie zawsze musi chodzić o to, aby zgarniać ludzi z wyszukiwarek.

Na przykład ten tekst, który właśnie czytasz, nie jest nastawiony na zdobywanie czytelników z Google. Wynika to z tego, że nie zoptymalizowałem go pod żadną konkretną frazę. Dlaczego? Najprawdopodobniej z tego powodu, że mi się nie chciało 😉

Tak czy inaczej, zerknąłem pobieżnie na kilka losowych wpisów i… akurat w przypadku bloga na audytowanej stronie, aż się prosiło o optymalizację treści. Znajdowały się tam wpisy poradnikowe, które z powodzeniem mogłyby pokrywać dużą liczbę całkiem fajnych fraz z długiego ogona. Mogłyby, ale nie pokrywały. Dlaczego? Bo po prostu nie były kompletnie pod nic zoptymalizowane.

Same teksty na blogu wyglądały nawet całkiem nieźle. Widać było, że ktoś włożył w nie sporo pracy i aż szkoda, że nie poświęcił kilku dodatkowych minut, żeby wyciągnąć z nich cały potencjał.

Rekomendacja: zoptymalizować treści na stronie (ha! nie ma to jak ogólnikowe porady 🙂 ).

Audyt linków

Żaden poważny audyt nie może się obejść bez spojrzenia na linki. Mój wprawdzie poważny do końca nie jest, ale i tak zerkniemy co tam słychać w odnośnikach. Te ostatnie sprawdzimy darmową wersją checkera Ahrefs, oczywiście z pełną świadomością, uzyskane w ten sposób dane będą mocno niepełne. Tak czy inaczej:

Szybki audyt linków za pomocą Ahrefs

No, no… Nasza agencja podbiła sobie nieźle Domain Rating, wynik DR 48 to już naprawdę nie ma to tamto. Liczba domen linkujących może nie zwala z nóg (tylko 75), ale za to mamy dobre proporcje follow/nofollow oraz sensowny rozkład anchor textów (przewaga brandowych i gołych url). To tyle jeśli chodzi o pozytywy.

Bo chociaż parametr DR wygląda przyzwoicie, to tak naprawdę całe linkowanie tylko pozornie jest dobre. Gdy tylko przyjrzymy się bliżej, to od razu wydać, że do audytowanej strony prowadzi bardzo dużo linków site-wide ze stopek. Jest to częsta praktyka u agencji wykonujących strony internetowe, że linkują do siebie kosztem własnych klientów.

Nie mówię, że takie linki nie mogą działać. Bo mogą. Mają jednak kilka istotnych wad:

  • mogą zaszkodzić nieświadomym klientom agencji,
  • jeśli jest ich zbyt dużo w profilu, to mogą również zaszkodzić linkowanej stronie,
  • nie budują tematyczności linkowanej witryny.

W przypadku strony będącej przedmiotem naszego audytu, mamy chociażby odnośniki ze stron podologów, dietetyka, trenera personalnego, kosmetyczki oraz apartamentu na mazurach. Szczególną uwagę chciałbym zwrócić na tych pierwszych – na szybko naliczyłem 5 podologów (agencja chyba się w nich specjalizuje):

Jak linkować ze strony podologa, to tylko ze stopki 🙂

Jak wiadomo, podolog zajmuje się problematyką stóp. Gdybym był złośliwy, to bym powiedział, że być może stąd właśnie wynika upodobanie do linkowania ze stopek., ale ponieważ złośliwy nie jestem, to ograniczę się do rekomendacji.

Ta natomiast brzmi: zróżnicować profil linków przez pozyskiwanie odnośników innego typu niż site wide.

Podsumowanie i wnioski

No i to tyle, co zobaczyłem w ciągu dziesięciu minut. Jak widać, nawet bez dostępu do wewnętrznych statystyk oraz drogich narzędzi, można pobieżnie przeanalizować każdą stronę internetową i w szybkim czasie znaleźć przynajmniej kilka elementów, które mocno ograniczają jej widoczność w Google.

Ogólny wniosek, jaki wyciągnąłem z pobieżnego audytu: ta agencja naprawdę potrzebuje specjalisty SEO 🙂

A ponieważ jestem człowiekiem, który nigdy nie odmawia pomocy, postanowiłem aplikować. Niestety, okazało się, że do audytu należy dołączyć swoje CV, którego niestety nie posiadam. Chciałem coś sklecić na szybko, ale okazało się to trudniejsze niż sama robota przy pozycjonowaniu, więc odpuściłem. Może w następnym życiu 😉

Marketing internetowy to jego drugie imię, a dotmajster.pl to jego blog. Całe dnie zajmuje mu praca nad tym, co go interesuje. Nocami śpi.

Dodaj komentarz